Piotr Koj

Blog

W ciągu ostatnich 6 lat liczba uczniów uczęszczających do niepublicznych szkół podwoiła się. Przez ostatnią dekadę popularność edukacji domowej wzrosła dziesięciokrotnie. Rynek korepetycji urósł do szacunkowej wartości ok. 4 mld zł i nie zatrzymuje się.

Głębokie problemy publicznej szkoły – niedofinansowanie, braki kadrowe, wypalenie nauczycieli, słaba kondycja psychiczna uczniów, przestarzałe metody i wiele innych – znajdują ujście w postaci stopniowego wycofywania się uczniów z systemu.

Czy rzeczywiście możemy mówić o masowości zjawiska prywatyzacji polskiej szkoły? Choć liczby nie zawsze szokują (a niekiedy tak), to tempo tego procesu jest zdecydowanie alarmujące. Widać to na przykładzie edukacji domowej i korepetycji.

W roku szkolnym 2019/2020 wybrało ją nieco ponad 11 tys. uczniów. Rok później ta liczba zwiększyła się do 20 tys., w trzy lata urosła do 33 tys., a w ciągu pięciu lat do ponad 62 tys. Za zdecydowaną większość nowych uczniów ED odpowiada wzrost popularności tzw. edukacji platformowej, czyli takiej, która odbywa się praktycznie w formie zdalnej.

Nie oznacza to jednak zdalnych lekcji, jak w czasie pandemii. Kontakt ucznia z systemem często ogranicza się jedynie do przyjścia na egzamin zaliczeniowy, a w to, w jaki sposób się uczy i czy w ogóle to robi, szkoła nie ingeruje.

A korepetycje? Dziś zajęcia dodatkowe dla dzieci z własnych kieszeni opłaca 80 proc. rodziców, z czego co trzeci płaci za korepetycje i kursy przygotowawcze. Rynek korepetycji szacowany jest na 4 mld zł i rośnie w zatrważającym tempie 10-15 proc. rocznie. Korepetycje są oczywistym standardem w rzekomo topowych szkołach, które plasują się na szczytach prestiżowych rankingów, a także są na porządku dziennym w szkołach prywatnych.

Nasuwa się jednak pytanie, dlaczego w zasadzie postrzegać prywatyzację szkolnictwa jako problem? Skoro publiczny system jest niewydolny, to może pozytywnie należy rozpatrywać zjawisko wzrostu popularności innych, skuteczniejszych form nauczania – czy to w szkole niepublicznej, czy w edukacji domowej. W końcu pomagają one odciążyć publiczną oświatę, wypełniając przy tym, również publiczną, misję nauczania kolejnych pokoleń. Niestety, jak zawsze zresztą, problem jest strukturalny i złożony.

Po pierwsze, przed realnym wyborem szkoły staje tylko ten, kogo na niego stać. Barierami ograniczającymi swobodny wybór są przede wszystkim wysokie czesne w prywatnych szkołach oraz geograficzna dostępność różnorodnych placówek. Niestety, dla większości polskich rodzin głębokość portfela i miejsce zamieszkania drastycznie zawężają wybór do darmowych i najbliżej położonych placówek.

Tymczasem różnice między publicznym a niepublicznym systemem będą jedynie się pogłębiać. Pieniądze z budżetu, wraz ze wzrostem liczby uczniów, płyną do prywatnych szkół coraz szerszym strumieniem. Jednocześnie publiczna szkoła nie jest w stanie konkurować z prywatną w walce o najlepszych nauczycieli na rynku. W systemie publicznym będzie ich coraz mniej, co odbije się na tych, dla których prywatna szkoła nie jest alternatywą.

Już dziś te nierówności są niezwykle widoczne. Uczniowie z największych miast zyskują lepsze wyniki z egzaminów państwowych od uczniów z tzw. „Polski powiatowej”.

Uczniowie warszawskich szkół w 2026 r. osiągali średnio o ponad 13 p. proc. wyższe wyniki z egzaminów ósmoklasisty od tych, którzy uczęszczali do pozostałych szkół w województwie. Podobne różnice występowały między innymi miastami wojewódzkimi, np. w Lublinie, Białymstoku i Kielcach, wyniki z egzaminów z matematyki i angielskiego były średnio wyższe o 12-13 p. proc. niż pozostałych częściach woj. lubelskiego, podlaskiego i świętokrzyskiego.

W największych miastach również ulokowane są najlepsze, według popularnych rankingów, szkoły. W rankingu Perspektyw wśród 100 najlepszych liceów w Polsce 80 znajduje się w 20 największych miastach, w tym aż 34 w samej Warszawie, a 4 w jej bliskich okolicach – w Milanówku, Józefowie, Pruszkowie, Piasecznie.

Uczniowie topowych, wielkomiejskich szkół przodują również w olimpiadach. Dość powiedzieć, że 24 proc. laureatów i finalistów tegorocznej ogólnopolskiej olimpiady matematycznej stanowili uczniowie jednego warszawskiego liceum.

Wyniki egzaminów, rankingi i olimpiady stanowią tylko ułamek tego, czym w rzeczywistości jest szkoła. Skupiając się wyłącznie na przysłowiowym „wyścigu szczurów”, łatwo zapomnieć o jej, w mojej opinii, być może nawet ważniejszej, społecznej roli.

To między innymi w szkole, od najmłodszych lat, dzieci kształtują swoją osobowość, charakter i postrzeganie świata. Wykuwają je w interakcjach z rówieśnikami. To, z kim mają do czynienia i jakie jest ich otoczenie, ma niezwykle istotny wpływ na to, jak będą później postrzegać świat. Im bardziej różnorodne ono będzie, tym obraz rzeczywistości kształtujący się w ich głowie będzie bogatszy. Im bardziej wyselekcjonowane, tym będzie węższy, ograniczony do bańki, w której się znajdują. Dotychczas publiczna szkoła była jedną z nielicznych, ostatnich przestrzeni, w których codziennie spotykało się całe społeczeństwo. Dzieci biedniejszych i zamożnych, konserwatystów i liberałów, katolików i ateistów, pochodzących z miasta i ze wsi, z wyższym wykształceniem i bez niego – wszyscy w jednej klasie.

Gdy zamożniejsi odchodzą, środowiska szkolne zaczynają kształtować się według podziału majątkowego i światopoglądowego. Tak już na wczesnym etapie życia dzieci zamykane są w bańkach.

Dlaczego o ucieczce z publicznej szkoły zbyt wiele się nie mówi? Być może dlatego, że „rozpad wspólnoty edukacyjnej przebiega po linii innej niż znane nam i organizujące społeczną wyobraźnię podziały ideologiczne” – czytamy w raporcie Klubu Jagiellońskiego.

Podział nie jest taki, jak oczekiwaliby politycy – na prawicę i lewicę. W związku z tym ciężko, może wręcz nieswojo, wziąć na partyjne sztandary walkę z prywatyzacją szkoły.

https://klubjagiellonski.pl/2026/10/05/kiedys-dzieci-konserwatystow-i-liberalow-chodzily-do-jednej-szkoly-coraz-szybciej-uciekaja-do-prywatnych-placowek/

Oni muszą przejąć Trybunał Konstytucyjny i stworzyć swoją atrapę do końca roku „pałą i uchwałą” z bardzo prostego powodu – inaczej „nasi sędziowie”, także ci w stanie spoczynku, za sprawą reżimu nie dostaną ani złotówki uposażeń. A na tak grubą nielojalność nie mogą sobie pozwolić… A ponadto mają listę spraw do załatwienia! 

zobacz archiwum wpisów na blogu »

Aktualności

Z powodu tego, co dzieje się ostatnio w naszym kraju można mieć takie wrażenie, że się boimy młodych. Chodzi o to, bracia i siostry, byśmy się bali o młodych. Wszyscy: rodzice, Kościół, szkoła, państwo. Byśmy się bali o młodych, byśmy się o nich troszczyli, byśmy byli uważni na nich, byśmy chcieli dotrzeć tam, gdzie widzimy, że przeżywają swoją samotność i z tego powodu cierpią. Jeśli wyjdziemy do młodych ludzi z miłością, oni nie wyjdą do nikogo z nożem.
Abp Adrian Galbas

zobacz archiwum wiadomości »