Piotr Koj

Blog

Wybrałem się z dziećmi na ostatnią część Hobbita i nie żałuję tych 144 minut spędzonych przed ekranem. Można mieć oczywiście szereg uwag i pretensji, jak choćby o dłużyzny, o ingerencje w fabułę autora. Mimo to warto film zobaczyć. Przed filmem zapoznałem się z komentarzami twórców, aby idąc do kina móc sobie odpowiedzieć na pytanie, czy udało im się te założenia zrealizować. Jackson: Bardzo ważne było dla nas, by ściśle powiązać ze sobą obie trylogie. Widz powinien zrozumieć wpływ, jaki miała Bitwa Pięciu Armii na cały świat Śródziemia. Naszym zamiarem było, by publiczność mogła oglądać sześć filmów jako logicznie rozwijającą się sagę. Walsh: Największym wyzwaniem było zachować ducha książki i jednocześnie sprawić, by klimat oraz styl tworzyły jedność z „Władcą pierścieni”. Zwracaliśmy baczną uwagę, by cykl „Hobbit” był opowieścią nieco bardziej „beztroską”, ale przecież w ostatniej części pojawia się ów mroczny i twardy ton, który znamy z „Władcy”. Coraz mocniej akcentowane są kwestie władzy, odwagi, chciwości i poświęcenia. Jak to zwykle bywa część założeń się udała, a część nie.

Ja bardziej skupiłem się na przesłaniu. Już w pierwszej części “Hobbita” zwróciłem uwagę na słowa Galadrieli: Coś rośnie w cieniu, coś się w nim skrywa i nie ujawnia. Przypomniała nam, że zło wzrasta bardzo długo niezauważone. Ta myśl Tolkiena, że zło potężnieje niedostrzegane, była niezwykle aktualna w jego czasach, ale jest też niestety aktualna dziś. I takich wskazówek jest także w trzeciej części znacznie więcej. Przypomnę jeszcze jedną: Gdyby więcej ludzi ceniło dom niż złoto, świat byłby lepszy.

Hobbit

zobacz archiwum wiadomości »

Jedna odpowiedź:

  1. ~andra pisze:

    tworzę mini-listę fimów życia, zapraszam do dyskusji :)
    http://mademylife.cba.pl/