Zatrzymanie i nagłe, trzymiesięczne tymczasowe aresztowanie znanego dziennikarza śledczego Leszka Kraskowskiego wywołało w Polsce potężne trzęsienie ziemi. Sprawa, która na pierwszy rzut oka wygląda na lokalny spór w powiecie piaseczyńskim, w soczewce skupia najpoważniejsze patologie polskiego wymiaru sprawiedliwości. W obronie dziennikarza, który w ostatnim czasie ostro krytykował posła KO mec. Romana Giertycha w kontekście afery Polnordu, ramię w ramię stają publicyści od „Gazety Wyborczej”, przez Onet, aż po Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich (SDP) oraz członków Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji (KRRiT).
Najbardziej bulwersującym elementem całej sprawy jest konsekwentne, systemowe odcinanie aresztowanego od realnej pomocy prawnej. Mecenas Łukasz Pawelski dowiedział się o posiedzeniu aresztowym swojego klienta przypadkowo, będąc w trasie poza Warszawą. Urzędnik sądowy zadzwonił do niego zaledwie kilka minut przed rozpoczęciem kluczowej rozprawy, na której decydowały się losy wolności dziennikarza.
– Ja o sprawie dowiedziałem się w dniu 9 czerwca, kiedy byłem w trasie za Warszawą, w drodze na inne czynności. Zostałem poinformowany o posiedzeniu aresztowym, które odbędzie się za kilka minut. Do tego momentu nikt się ze mną nie kontaktował – relacjonuje mec. Łukasz Pawelski.
Wcześniejsze próby kontaktu ze strony prokuratury graniczyły z fikcją. Śledczy wykonali jeden głuchy telefon w poniedziałek późnym popołudniem. Gdy adwokat odzwonił po zaledwie dwudziestu minutach, a potem ponowił próbę rano następnego dnia – nikt w prokuraturze nie raczył już podnieść słuchawki. Co szczególnie kuriozalne, w dniu zatrzymania Kraskowskiego jego obrońca pełnił oficjalny dyżur telefoniczny w sądzie, będąc stale pod telefonem.
https://wnet.fm/2026/06/11/szokujace-kulisy-aresztu-kraskowskiego




