Piotr Koj

Blog

Macron zwycięża, co dalej?

24 kwietnia 2022
Możliwość komentowania Macron zwycięża, co dalej? została wyłączona

Wiemy już, że Macron wygrał, ale czy to zmienia coś dla Polski, dla Europy?

Na początek weźmy na warsztat najprostszy wymiar, czyli relacje transatlantyckie. Trzeba powiedzieć wprost – francuska polityka jest tradycyjnie antyamerykańska. Nie ma tu wielkich różnic pomiędzy niedawnymi kontrkandydatami. Emmanuel Macron nie tak dawno mówił o śmierci mózgowej NATO, a jednocześnie rozwijał koncepcję europejskiej autonomii strategicznej, która miała uniezależnić Unię zarówno od Chin, jak i od USA. Jednocześnie Francja od dawna postuluje stworzenie europejskiej tożsamości w wymiarze bezpieczeństwa, niezależnej od NATO. Na tym tle Marine Le Pen mówiąca o wystąpieniu Francji ze struktur wojskowych NATO brzmi może z naszej perspektywy kosmicznie, ale niespecjalnie różni się od francuskiego mainstreamu.

Wojna na Ukrainie wiele zmieniła w temacie stosunków Francji z Rosją. Z jednej strony pokazała mentalną trudność Francji dotyczącą jasnego opowiedzenia się po stronie wspólnoty transatlantyckiej pomimo większego chociażby od Niemiec wsparcia dla Ukrainy w zakresie dostarczania broni. Kolejne telefony prezydenta Macrona do Putina, wyłamujące się z jednolitego zachodniego frontu izolacji rosyjskiego przywódcy, są coraz bardziej groteskowe. Że nie wspomnę o łamaniu embarga na dostarczanie broni z Francji do Rosji. Francuskie elity politycznie, kulturowe i biznesowe (niezależnie od proweniencji) historycznie mają jakąś niezrozumiałą dla nas prorosyjską szjbę. Jej symbolem może być uporczywe trwanie na rosyjskim rynku francuskich firm czy próby racjonalizowania działań Kremla przez kolejnych francuskich celebrytów. Trudno nawet wyznaczyć jakąś granice żenady, której Francuzi na tym odcinku by nie przekroczyli.

W temacie polityki europejskiej. Po pierwsze, jeśli jakiś Francuz myśli o UE, to myśli o niej raczej bez złodziei i darmozjadów ze Wschodu. Nie widać dziś nad Sekwaną żadnej politycznej siły, która chciałaby umierać za Unię nie tylko z Warszawą i Budapesztem, ale nawet mniej „problematycznymi” Pragą, Bratysławą, Wilnem czy Tallinnem. Prezydent Macron się zresztą z tym nie kryje – w ciągu pięciu lat swojej prezydentury kilkukrotnie rysował wizję europejskiej integracji, gdzie nasz region był poza pierwszym kręgiem wtajemniczenia. Po drugie, jeśli jakiś Francuz myśli o UE, to tylko jako o szowinistycznym narzędziu umożliwiającym Paryżowi dalszą kolonizację. To nie przypadek, że Macron rywalizował z kanclerz Merkel o miano lidera Europy w rozmowach z chińskim przywódcą Xi Jinpingiem, a jadąc do Pekinu, występował nie tylko na tle francuskiej, ale i unijnej flagi, choć nie miał ku temu żadnego mandatu.

Jeśli chodzi o relacje z Polską, to niezależnie, czy to będzie Chirac, Sarkozy, Hollande, Macron czy Le Pen, i tak jesteśmy dla nich wszystkich pół-Europejczykami i pół-Azjatami. W tym sensie ani przed wojną, ani jeszcze długo po niej, wynik wyborów prezydenckich w Paryżu nie będzie miał istotnego znaczenia dla charakteru relacji między naszymi krajami.

W obecnej powojennej sytuacji wynik wyborów prezydenckich we Francji nie ma większego wpływu na sytuację Polski w UE. Wspominam o tym, bo jeszcze przed wojną było widać wyraźnie, że wiele decyzji Brukseli jest dyktowanych z Paryża i Berlina.

https://klubjagiellonski.pl/2022/04/21/le-pen-i-macron-jak-ogien-i-woda-laczy-ich-znacznie-wiecej-niz-myslicie/

zobacz archiwum wiadomości »

Dodawanie odpowiedzi wyłączone.