Piotr Koj

Blog

Najwyższy czas na spuszczenie kurtyny

13 kwietnia 2019
Możliwość komentowania Najwyższy czas na spuszczenie kurtyny została wyłączona

Byłem wczoraj w markecie i zobaczyłem taką oto sytuację. Pracownica, widać że już w kolejnej godzinie swojej pracy, wykłada produkty do zamrażarek, zbierając przy okazji puste opakowania. Widać jej zmęczenie, ale czy tylko pracą? Obok dwójka małych dzieci, które dzięki zmianie czynności mamy, znowu, na chwilę znalazły “interesujące” zajęcie. W pracy, koleżanka, pomimo gorącego okresu naboru do przedszkoli, musiała wziąć wolne bo ca miała zrobić z trójką dzieci? W innym wydziale, dzieci przy biurkach mam, malują nasty rysunek. Na ile starczy im jeszcze cierpliwości??

Nie mam niestety na to co się dzieje żadnego wpływu. Widzę jednak, że powoli sytuacja robi się bardzo groźna. Dla kogo? Dla wszystkich. Dla dzieci, rodziców, nauczycieli, central związkowych (na czele z umiłowanym Sławomirem, który biedak musi codziennie doejżdżać do pracy 100 km limuzyną związkową za 120tysięcy, biorąć za to tylko 9000zł brutto), dla rządzących i dla opozycji. Nikt tej “wojny” nie wygra, wszyscy będą pokonani, bez względu na ostateczne rozstrzygnięcia.

Taki jest efekt trwającej od lat wojny polsko-polskiej. Nawet w tak ważnym dla nas Polaków, dla naszego kraju i jego przyszłości temacie, nie ma woli współpracy, nie ma prorozumienia ponad podziałami. I wszyscy są temu winni, to znaczy wszystkie siły polityczne, ale i instytucje, które na ten stan rzeczy przyzwalają i przyzwalały.

Na koniec zacytuję mądry wpis mojej uczennicy:
Dziś boję się jeszcze bardziej, bo dziś chcę napisać bo czymś równie ważnym. O czymś, co zupełnie zagubiło się w ogólnonarodowej dyskusji o edukacji. O czymś – a właściwie o kimś – bez kogo cała ta dyskusja nie byłaby potrzebna… o Dzieciach. Pomyślałam sobie, że gdyby dobro dzieci uczynić priorytetem w życiu, cały kraj zmieniłby się na lepsze. Wszystko zmieniłoby się na lepsze. Dbając o dzieci musieliśmy zadbać o samych siebie. Dziś zdarza się, że dbając o siebie zapominamy o dzieciach. 
Wiem, że nie wszyscy się ze mną zgodzą i nie oczekuję tego. Chcę się z Wami jedynie podzielić kilkoma zdaniami refleksji o dzieciach. 
Czy pamiętacie o tym, że więcej dzieci umiera dziś popełniając samobójstwa, niż w wypadkach samochodowych? Czy wiecie, jak dziś wyglądają dziecięce oddziały psychiatryczne? Czy wiecie dlaczego dzieci nie lubią szkoły? Jasne – nie wszystkie i nie każdej.

Coraz częściej pojawia mi się bunt i niezgoda na traktowanie młodych ludzi jak drzewek bonsai, które można dowolnie przycinać i naginać do swoich potrzeb i wyobrażeń. “Chłopaki nie płaczą!” – ciach! źle rosnącą gałązkę emocji sekatorem docinamy, do obowiązujących norm. Łzy obsychają. Rana po cięciu jątrzy się całe życie… “Dziewczynki się nie złoszczą! Złość piękności szkodzi!” – drucikiem naginamy kształt emocji. Boli. Trudno oddychać, ciało układa się w nienaturalny sposób. Dzieci bonsai. Dzieci drzewa – z osłabionymi korzeniami, w ogrodach niespełnionych marzeń rodziców, społecznych oczekiwań. 
Coraz częściej pukają do drzwi mojego gabinetu rodzice – przyprowadzają dzieci i mówią “napraw! zepsuło się…”

– Nasz syn nie chce chodzić do szkoły… 
– Rozumiem. Czy wiedzą państwo jaki powód za tym stoi? 
– Woli siedzieć przed komputerem. Cały dzień! 
– Czy widzą państwo dlaczego?
– Bo nie chce chodzić do szkoły! 
– To może inaczej zadam pytanie. Ale dlaczego syn nie chce chodzić do szkoły i dlaczego woli siedzieć przed komputerem? 
Zapada cisza.

Za każdym aktem “buntu” dziecka stoi jakaś głęboka niespełniona potrzeba. Za każdym dziecięcym wykrzyczanym “nie!” leży cicho szeptane lub nie wyrażone (w poczuciu apatycznej rezygnacji, bądź agresywnej próby zwrócenia na siebie uwagi) “tak…” czemuś najważniejszemu, najgłębszemu.

Rozumiem dlaczego dzieciaki nie chcą chodzić do szkół. I wyobrażam sobie, że w ciągu jakichś 10 lat instytucje edukacyjne przeżyją głęboki kryzys. Coraz więcej dzieci do szkół nie będzie chodzić. Coraz więcej dzieci będzie się biernie lub czynnie i agresywnie buntować na to, co w tych szkołach ich czeka. Całym swoim sercem rozumiem, dlaczego one w tych szkołach nie chcą być… Zmuszani do siedzenia w ławkach (od I klasy!), traktowani jak komputery, w które można “wrzucić” wiedzę i zaprogramować. Zdarza się, że bez szacunku, bez uważności na potrzeby, bez życzliwości.

Dziś, kiedy od 15 lat zajmuję się terapią Gestalt wiem, jak wiele czasu i pracy trzeba, by odczarować traumę szkolną. Lęk przed oceną jest jednym z najsilniejszych lęków, który niejednokrotnie paraliżuje nas (świadomie lub nie) przez całe życie. Dzisiejsza szkoła uczy rywalizacji i lęku. Nie uczy tego, co ma szansę zbudować zdrowe społeczeństwo. Nie uczy współpracy, współdziałania. Nie ma treningów interpersonalnych, nie ma zajęć z komunikacji bez przemocy, godziny wychowawcze są najczęściej czasem poświęcanym na nadrabianie zaległości biurokratycznych. Nikt nie uczy nauczycieli i w związku z tym nie ma kto nauczyć dzieci, że to RELACJA decyduje o tym, czy proces edukacji ma szansę na sukces.

Pamiętacie nauczycieli, których kochaliście i szanowaliście? Ludzie z pasją, z radością przekazujący ją uczniom. Zakręceni. Wyraziści. Kolorowi. Mający swoje zainteresowania i hobby. Tacy nauczyciele potrafią zarazić pasją. Jak podsycać w sobie tę pasję, w ramach systemu, który robi wszystko by ją zamordować? W dzieciach. I w nauczycielach? Gdzie nie mogę spontanicznie zająć się tym, co autentycznie zaciekawia uczniów, tylko muszę wyrobić się z planu nauczania.

Tylko to, co dziś nazywa się pedagogiką alternatywną, daje szansę, że jako społeczeństwo pójdziemy do przodu. Pedagogika Gestalt, edukacja demokratyczna, porozumienie bez przemocy, systemy Montessori i Steinera, edukacja domowa, szkoły leśne. 
15 lat temu pojechałam na pierwszy gestaltowski obóz z dzieciakami. To było jedno z najważniejszych doświadczeń w moim życiu. Zobaczyłam, czym może być dorosłe towarzyszenie i empatyczne wspieranie dzieci. Zobaczyłam, jak budować społeczność. Widziałam jak dzieci biorą odpowiedzialność za siebie, jak uczą się komunikacji. Doświadczyłam zmiany jaka dokonuje się w dzieciach, jeśli im tylko na to pozwolić. I jak potem zmieniają świat. Dziś uczestnicy tamtych obozów są już dorośli. Świadomi, odpowiedzialni dorośli. 
Dziś wspieram rodziców i nauczycieli. Rzadko dzieci trzeba “naprawiać” albo “leczyć”, jeśli towarzyszą im empatyczni, odpowiedzialni dorośli, którzy są świadomi swojej roli w procesie edukacji, swojej roli w życiu dzieci. One na nas patrzą. Kochani, one nas widzą. I nic, co im mówimy, nie ma wartości, jeśli nie znajduje to odzwierciedlania w naszych czynach, jeśli nasze działania nie będą spójne i odpowiedzialne. 
Dziś więc mówię – wspieram nie tylko nauczycieli. Wspieram dzieci. W ich autentycznym i bezkompromisowym dążeniu do siebie. Tak krótko to potrafią, póki w nich tego nie zabijemy i nie uczynimy z nich sfrustrowanych i przemocowych dorosłych.

Bo pytanie brzmi nie przeciwko czemu jest strajk a w imię czego? Rozpocznijmy społeczną debatę o tym, czego chcemy dla naszych dzieci. I niech będzie to dyskusja bez przemocy. Słuchajmy siebie nawzajem. Szukajmy sposobów na porozumienie. Dostrzeżemy wreszcie nasze potrzeby – szacunku, zrozumienia, akceptacji i wspólnoty.

#wspieramdzieci

zobacz archiwum wiadomości »

Dodawanie odpowiedzi wyłączone.