Piotr Koj

Blog

O ubóstwie

17 listopada 2019
Możliwość komentowania O ubóstwie została wyłączona

Z cnotą nadziei łączy się bardzo ściśle sprawa ubóstwa i wyrzeczenia. Święty Paweł mówi do Koryntian: „Bracia, czas jest krótki. Trzeba więc, aby ci, którzy używają tego świata, tak żyli, jakby z niego nie korzystali. Przemija bowiem postać tego świata” (por. 1 Kor 7,29–31). Ubóstwo jest córką i matką nadziei, bo kiedy człowiek kieruje się ku innym dobrom, może właściwie potraktować dobra tej ziemi. Ubóstwo jest matką nadziei dlatego, że tylko ubogi może żyć nadzieją. Człowiek, któremu się dobrze powodzi, opływający we wszystko, obstawiony dobrami, nie będzie miał nadziei, bo nie będzie miał pragnienia. Nadzieja bez niego jest niemożliwa, bo pragnienie jest jej częścią.

Wyobraźmy sobie dwóch panów na dworcu kolejowym, z których jeden rozsiadł się w bufecie, obstawił smacznymi kąskami i patrzy trwożliwie na zegar, gdyż zbliża się godzina odjazdu pociągu, ale na tę godzinę nie czeka. Wolałby raczej, żeby pociąg się trochę spóźnił, by zdążył skonsumować te wszystkie smakołyki. Drugi z nich, który w lekkiej narzutce chodzi po peronie na mrozie szybkim krokiem, żeby się trochę rozgrzać, zobaczy ten pociąg z daleka. Jemu tutaj brakuje wszystkiego, on jest ubogi i dlatego czeka. Jest wielka więź między nadzieją i ubóstwem. Należy z tego wyciągnąć wniosek, że w życiu chrześcijańskim obowiązuje wielka delikatność sumienia odnośnie ubóstwa i bogactwa.

Jest w nas bardzo silna tendencja do usadowienia się w życiu, do wygodnego bytowania na tym świecie. I powoli obrastają nas niepotrzebne rzeczy, niepotrzebne zajęcia, a coraz trudniej przychodzi nam dzielenie się z innymi. W końcu wszystko wydaje się potrzebne, bo człowiek staje się podobny do kuli śnieżnej, którą toczą dzieci w dzień odwilży. Czym dalej się toczy, tym robi się grubsza, większa, a w końcu powstaje bałwan.

zobacz archiwum wiadomości »

Dodawanie odpowiedzi wyłączone.