Piotr Koj

Blog

Polityka pod publiczkę

16 sierpnia 2020
Możliwość komentowania Polityka pod publiczkę została wyłączona

Nieszczęściem naszego społeczeństwa jest polska definicja polityka. W znakomitej większości to “gołodupiec” intelektualny i materialny, “przyklejony” do kadencji i establishmentu partii, która jest tym klejem dla miernych, ale wiernych. Mądrzy, chcący służyć ojczyźnie i wiedzący, jak to robić, są groźni, bo nie mają nic wspólnego z dyscypliną partyjnego populizmu, dlatego ich się marginalizuje i najczęściej kończą “przygodę” z polityką. Dlaczego o tym piszę? Bo harce wokół wynagrodzeń najważniejszych osób w państwie, potwierdzają tą definicję.

A przecież pod względem poborów, prezydent RP nie mieści się nie tylko w pierwszej dziesiątce, a najprawdopodobniej w pięćdziesiątce przywódców państw na świecie. W Europie stawki głów państw bywają drastycznie różne. Kanclerz Niemiec Angela Merkel rocznie zarabia równowartość 369 tys. dol.,premier Wielkiej Brytanii Boris Johnson trochę ponad 212 tys. dol, a premier Węgier Viktor Orban czy Hiszpanii Pedro Sánchez ok. 100 tys. dol. Prezydent Trump zarabia 400 tys.dol.

Podsumowując ok. 240 tys. złotych rocznie – na takie zarobki może liczyć polski prezydent. Poniżej zestawienie zarobków wybranych prezydentów i premierów państw europejskich w ujęciu rocznym i przeliczeniu na złotówki:
Prezydent Szwajcarii: 1,6 mln zł
Prezydent USA: 1,35 mln. zł
Kanclerz Niemiec: 936 tys. zł
Premier Wielkiej Brytanii: 859 tys. zł
Prezydent Francji: 776 tys. zł
Prezydent Rosji: 544 tys. zł
Premier Włoch: 496 tys. zł
Prezydent Polski: 240 tys. zł

Wycofanie się z projektu podwyżek to będzie wielki błąd. Pensja podsekretarza stanu w jakimkolwiek ministerstwie równa się pensji specjalisty, np.: w EY. To jest po prostu upokarzające. Inny przykład Kamil Dąbrowa – wicedyrektor w warszawskim urzędzie (Biuro Marketingu Miasta), zarabia 16350,68 zł miesięcznie. To dwa razy więcej niż do tej pory wiceministrowie, prawie 4 tys więcej niż Prezydent Polski i 5 tys więcej od Premiera RP!

Można zżymać się, że pensje polityków mają być podwyższone w momencie, gdy wszyscy zaciskają pasa – i jest to złość w dużej mierze zrozumiała. Przede wszystkim jednak temu pomysłowi należy postawić inny zarzut: że nie ma tu żadnego quid pro quo; że podwyżki nie obwarowano żadnymi dodatkowymi warunkami ani nie zrobiono z niej części żadnego poważniejszego planu systemowej zmiany.

Są też głosy rozsądku uchwalcie te podwyżki, nie bądźmy dziadowskim państwem. Są  one jednak w zdecydowanej mniejszości, stąd też projekt zmian zostanie zamieciony pod dywan i dziadostwo zwycięży.

 

zobacz archiwum wiadomości »

Dodawanie odpowiedzi wyłączone.