Pamiętacie Magdalenę z Warszawy, którą na pogrzeb synka zabrano w konwoju i stała w kajdankach zespolonych, na rękach i nogach? Kurz opadł – winni śmierci dziecka i takiego traktowania kobiety pozostali bezkarni.
A niewinną urzędniczkę Karolinę z Ministerstwa Sprawiedliwości? Próbowali kobietę zastraszyć, by zeznała „jak trzeba” i w kajdankach zespolonych ją ciągano. Nawet do toalety w ten sposób prowadzono i podglądano, by upokorzyć.
Nikt za to nie odpowiedział, a po wypuszczeniu na wolność, resort jak gdyby nigdy nic, zwrócił się do niej o pomoc, bo reszta zastraszonych urzędników bała się pracy przy Funduszu Sprawiedliwości.
Spójrzcie na mordercę z Jarosławia. Jemu takich kajdanek zespolonych nie założono. Swobodnie sobie chodzi.




