Piotr Koj

Blog

Rozczarowania ciąg dalszy

5 marca 2020
Możliwość komentowania Rozczarowania ciąg dalszy została wyłączona

Dziś celem kandydata Hołowni jest po prostu bycie lepszą opozycją, a nie politykiem gotowym szukać tego, co dobre we wrażliwości obu dominujących grup wyborców. Kolejne gesty i wypowiedzi Hołowni zdradzają, że jest zbyt zdystansowany wobec prawicy, żeby uznać prawomocność jej emocji i potrzeb. Opowieść bezpartyjnego kandydata o Polsce nie jest niestety opowieścią próbującą skleić w jedną dwie przeciwstawne narracje. Trudno się z opiniami Pawła Musiałka nie zgodzić.

Hołownia, który teoretycznie proponuje wizję niepartyjnej głowy państwa, z racji powszechnej w Polsce niechęci do ugrupowań politycznych, dla wielu wyborców niepartyjny prezydent brzmi jak najlepsze wyjście. Nie sposób nie dostrzec jednak istotnych zagrożeń wynikających z tego pomysłu. Doświadczenia bezpartyjnych prezydentów miast pokazują, że brak szyldu nie jest gwarancją ochrony przed tworzeniem systemu koterii, rozdawnictwem stanowisk, gierkami personalnymi. Nie oznacza też z definicji, że polityk będzie respektował postulaty obywatelskie, zwłaszcza te od Polaków którzy mają jeszcze jakiś sytem wartości i go przestrzegają.

Epatowanie hasłami tolerancji, pedantyczna konsekwencja w posługiwaniu się nazwami żeńskim (podatnicy i podatniczki), czy mocny sprzeciw wobec „ideologicznej nagonki na osoby nieheteronormatywne” pokazują, że Hołownia bezbłędnie zdał test poprawności politycznej. W programie przeczytamy, że głównymi wyzwaniami Polski są, obok klimatu, różnego rodzaju wykluczenia, co jest oczywistym puszczeniem oka w stronę centro-lewicowych wyborców. To największe rozczarowanie, zwłaszcza dla tych, którzy znali dotychczasowy dorobek Hołowni (nie ten z TVN-u). W swojej publicystycznej karierze zdarzało mu się pisać pod wiatr, ale też podejmować odważne decyzje zawodowe, jak wtedy kiedy opuścił „Newsweek” z powodu antykościelnej retoryki.

Hołownia wyraźnie dystansuje się wobec swoich wcześniejszych poglądów. Niegdyś pisał o tym, że aborcja powinna być zakazana. Dziś zapowiada, że nie tylko nie będzie składał ustawy zmieniającej kompromis aborcyjny, ale także ogłosił, że zawetuje próbę zmiany przepisów w jakimkolwiek kierunku. Zmienił swoje zdanie także o metodzie in vitro, którą niegdyś określał jako nieetyczną, a jej finansowanie ze środków publicznych nazywał „przemocą wobec ludzi, których życie zależy od będącej w opłakanym stanie służby zdrowia”. Zapowiada podpisanie ustawy o związkach partnerskich, a przecież jeszcze kilka lat temu pisał, że „dla sekty postępowców konkubenci to tylko strategiczny etap, oczy już mają wpatrzone w inny cel, z nimi sobie nie pogadam, bo o czym tu gadać z rozpędzonym walcem”.

Dotychczasowe wypowiedzi Hołowni wskazują, że w większym stopniu chce on dostosować katolików do współczesnego świata niż współczesny świat do zasad wynikających z Katechizmu Kościoła Katolickiego. Nie ma powodów, by kwestionować wiarę Hołowni na poziomie osobistym, ale w sferze publicznej w tej kampanii jego katolicyzm jest nie tyle „letni”, co po prostu bezobjawowy. Może wynikać to z faktycznej ewolucji jego poglądów w kierunku katolewicy. Hołownia jako kandydat bezpartyjny nie realizuje w praktyce wizji bezstronnej prezydentury, w której widzi najwyższą wartość swojego projektu politycznego. Staje się kolejnym kandydatem centro-lewicy, poprawnym i mówiącym tylko to, co wyborca chce usłyszeć… Ktoś, kto dla wyborów tak radykalnie zmienia swoje poglądy jest niewiarygodny, zarówno w tej kampanii, jak i w każdej innej.

zobacz archiwum wiadomości »

Dodawanie odpowiedzi wyłączone.