W piątek, 14 sierpnia 2026 r. rzeczniczka praw dziecka Monika Horna-Cieślak spaceruje chodnikiem na warszawskiej Białołęce. Widzi kobietę, która szarpie swoje dziecko i na nie krzyczy. Rzeczniczka zwraca jej uwagę. Kobieta odpowiada używając wulgarnych słów.
Na tym mogłaby się skończyć zwykła uliczna sprzeczka. Tym razem jednak wydarzenia potoczyły się dalej. Monika Horna-Cieślak podjęła szereg czynności, które doprowadziły do przymusowego odebrania dzieci rodzicom. Bez realnego zagrożenia dla nich, co potwierdzają po kolei organy, jak również bez orzeczenia sądu.




