Co się stanie w czerwcu (po przekroczeniu terminów) ?!
Zgodnie z unijnym rozporządzeniem SAFE, od 1 czerwca wygasa możliwość samodzielnego kontraktowania (single procurement). Każdy projekt zgłoszony lub niepodpisany do tego czasu musi przejść w tryb common procurement (zamówień wspólnych)
Skutki dla polskiej zbrojeniówki:
Utrata autonomii: Polska nie może już sama wskazać, że 100% danej pożyczki pójdzie do Huty Stalowa Wola czy PGZ. Musi znaleźć co najmniej dwa inne państwa UE chętne na ten sam sprzęt.
Blokada niszowych polskich produktów: Jeśli inne kraje nie będą zainteresowane np. polskimi wozami Borsuk czy systemem Baobab-K, Polska nie otrzyma na nie unijnego dofinansowania i będzie musiała sfinansować je w pełni z własnego, obciążonego budżetu krajowego.
Co zyskują firmy niemieckie i rząd w Berlinie?
Przejście programu w fazę zakupów wspólnych (common procurement) to ogromny atut dla państw z silnie rozwiniętym i zakorzenionym w Europie przemysłem obronnym, takich jak Niemcy:
Dominacja dużych konsorcjów: W przetargach międzynarodowych (gdzie decyduje otwarta konkurencja i zdolności produkcyjne) giganci tacy jak Rheinmetall czy KNDS (Krauss-Maffei Wegmann) mają przewagę technologiczną i kapitałową nad polskim PGZ.
Przejęcie zamówień na amunicję i pancerniaka: Ponieważ Niemcy i inne kraje zachodnie promują własne standardy (np. czołgi Leopard, systemy przeciwlotnicze IRIS-T), wspólne unijne zakupy po czerwcu będą naturalnie faworyzować tamtejsze linie produkcyjne. Polska chcąc wydać środki z SAFE, musiałaby „podpiąć się” pod programy niemieckie lub francuskie.
Realizacja interesów Berlina: Rząd niemiecki od dawna lobbuje w Brukseli za mechanizmami konsolidacji europejskiego rynku obronnego wokół kilku kluczowych graczy. Opóźnienie polskich projektów spycha Polskę z roli samodzielnego producenta do roli klienta kupującego w zintegrowanych, zachodnioeuropejskich łańcuchach dostaw.




