Boże Narodzenie nie zaczyna się w chwili zapalenia świateł na choince ani przy wigilijnym stole zastawionym potrawami. Zaczyna się głębiej: tam, gdzie człowiek pozwala Bogu wejść w swoją noc. Syn Boży rodzi się nie w hałasie, lecz w ciszy serca, które uznało swoją potrzebę zbawienia. Dlatego prawdziwe Boże Narodzenie nie jest możliwe bez nawrócenia. Nie bez doskonałości, lecz bez decyzji powrotu. Nawrócenie nie polega na uporządkowaniu wszystkiego własnymi siłami, ale na zgodzie, by Bóg dotknął tego, co w nas kruche, zagubione i niespójne.
Żłóbek Betlejem mówi jasno, że Bóg nie boi się naszej biedy. To my często boimy się ją przed Nim odsłonić. Spowiedź jest miejscem, w którym ta prawda staje się ciałem. Tam człowiek przestaje udawać, że sam sobie wystarcza. Staje w prawdzie nie po to, by zostać osądzonym, lecz by zostać ocalonym. Spowiedź nie jest przeszkodą w świętowaniu, ale jego warunkiem. Bez niej Boże Narodzenie łatwo redukuje się do wzruszenia, które szybko mija, zostawiając serce takim, jakie było wcześniej.
Chrystus rodzi się tam, gdzie jest miejsce. A miejsce robi się wtedy, gdy człowiek pozwala, by Bóg zabrał to, co ciężkie: grzech, urazę, lęk, nieprzebaczenie. Sakrament pokuty nie zna tolerancji. Zna za to miłosierdzie, które przywraca zdolność kochania. Kto doświadczył pojednania, ten rozumie, że Emmanuel – „Bóg z nami” – nie jest ideą, lecz Osobą zamieszkującą serce.
Dopiero wtedy noc betlejemska staje się naprawdę jasna. Nie dlatego, że nie ma w niej trudów, lecz dlatego, że nie jesteśmy w niej sami. Boże Narodzenie bez nawrócenia jest wspomnieniem. Boże Narodzenie przeżyte w pojednaniu jest żywym, przemieniającym i zbawczym spotkaniem. Tylko takie Boże Narodzenie trwa dłużej niż jedną noc.
Ks. Tomasz Białoń






