Piotr Koj

Blog

Czy MEN to na pewno ministerstwo dbające o edukację?

9 czerwca 2015
Możliwość komentowania Czy MEN to na pewno ministerstwo dbające o edukację? została wyłączona

Cytuję za Rzeczpospolitą: Resort edukacji proponuje zmiany dotyczące kwalifikacji nauczycieli. Sprawa dotyczy skierowanego do konsultacji rozporządzenia ministra edukacji. Zgodnie z propozycją nauczycielem w przedszkolu lub szkole podstawowej będzie mógł zostać absolwent jakiegokolwiek kierunku studiów z tytułem licencjata. Warunek: ukończenie kursu kwalifikacyjnego w zakresie nauczanego przedmiotu lub prowadzonych zajęć. Komu i czemu ma służyć obniżanie kwalifikacji nauczycieli? Wbrew pozorom, szczególnie wysokie wymagania winny być stawiane nauczycielom edukacji przedszkolnej i wczesnoszkolnej. Wskazali na fakt uwagę, rektorzy uczelni wyższych, wskazując że nie jest możliwe, by studenci uzyskali należyte kwalifikacji zaledwie w trakcie trzyletnich studiów!! Rektorzy w swojej opinii twierdzą, że niezbędna jest reforma w zakresie standardów kształcenia nauczycieli, które, jak do tej pory – mimo zgłaszanych problemów – nie zostały poddane ewaluacji. Zdaniem środowiska akademickiego proces edukacji przyszłych pedagogów pracujących z najmłodszymi uczniami powinien trwać pięć lat.

Warto w tym momencie wspomnieć o sytuacji na rynku pracy. Zgodnie z szacunkami GUS liczba nauczycieli spadła między rokiem 2005 a 2013 we wszystkich typach szkół, poza technikami i szkołami zawodowymi. Jeszcze w tym roku szeregi bezrobotnych zasili około 7 tysięcy nauczycieli, dla których nie ma miejsca w szkołach ze względu na niż demograficzny. Większość będzie bezrobotna przez lata, bo nauczycielom bardzo trudno się przekwalifikować. Czy warto więc “produkować” kolejne tysiące bezrobotnych i to z tak ograniczonymi kwalifikacjami?

Już dzisiaj młodym ludziom bram do pedagogicznego raju często broni “stara gwardia” nauczycielska. Wielu absolwentów uczelni pedagogicznych stoi przed trudnym wyborem: czekać na oferty pracy i zmianę sytuacji w lokalnych szkołach, czy też szukać zatrudnienia w innych branżach. Decyzji nie ułatwiają studia, na których wykłada się wiele często potem “nieprzydatnych” na rynku pracy przedmiotów, jak filozofia, socjologia, pedagogika pracy i wiele innych. Sytuację absolwentów poprawia ich wysiłek włożony w czasie studiów, odpowiedni wybór specjalizacji i dodatkowe kwalifikacje, wśród których może być choćby równoległe studiowanie oligofrenopedagogiki, logopedii czy skończenie specjalistycznych kursów.

A co się dzieje w samych szkołach? Przyjmują one dwie główne strategie radzenia sobie z nadmiarem pracowników. Pierwsza polega na rozwiązaniu stosunku pracy zgodnie z art. 20 Karty Nauczyciela. Aby zaoszczędzić, dyrektorzy mogą nie przedłużać umów większej ilości „tanich” nauczycieli stażystów i kontraktowych bądź zwolnić mniejszą ilość „drogich” nauczycieli dyplomowanych. Według autorów raportu „Wykorzystanie przez jednostki samorządu terytorialnego potencjału intelektualnego nauczycieli wypadających z zawodu w latach 2011 i 2012” drugi rodzaj strategii opiera się na działaniach niejawnych, polegających na: ograniczaniu zatrudnienia przede wszystkim poprzez wysyłanie nauczycieli z odpowiednimi uprawnieniami na emeryturę, niezawieraniu umów z nauczycielami w wieku przedemerytalnym i nauczycielami emerytami, ale także wykorzystywaniu naturalnych rotacji kadrowych – nauczyciele udający się na urlopy wychowawcze, urlopy dla poratowania zdrowia są zastępowani przez kolegów, którzy utrzymują pracę, ale w zmniejszonym wymiarze godzin.

Mimo upływu lat, nie zauważam skutecznych działań, które zmieniłyby sytuację na edukacyjnym rynku pracy. A przecież z punktu widzenia nas rodziców, ale i całego państwa, to sprawa co najmniej ważna.

klasa

zobacz archiwum wpisów na blogu »

Aktualności

zobacz archiwum wiadomości »